Była zimna noc. Wiatr szumiał w koronach drzew, a krople deszczu leniwie przedzierały się przez igliwie i jakby od niechcenia rozbijały się o ściółkę, napełniając ją życiodajną siłą. Wyr wracał do domu. Był przemoczony i zmęczony, a do tego nie niósł dobrych wieści:jego pysk był pusty. Cicho przedzierał się przez las rozglądając uważnie. Może jeszcze uda mi się coś upolować - myślał gorączkowo.
Do jego nozdrzy doleciał słodkawy zapach. Wilk przycisnął się brzuchem do ziemi i zwolnił. Tropił. Zwierzyna była niedaleko, przeszedł przez małe wzniesienie i wcisnął między krzaki jeżyn. Jeszcze raz mocniej wciągnął powietrze. Jeleń - powiedział sam do siebie.
Wyr zdawał sobie sprawę, że musi odpuścić, z jeleniem nie miał szans, nie sam. Jednak przesunął się dalej. Tu nie chodziło o niego, chodziło o Syta: jego przyjaciela.
Syt również był wilkiem, znali się od szczeniaka, wychowali się w jednej watasze i razem zostali z niej wyrzuceni. Wyrzuceni, bo nie chcieli brać udziału w bezsensownej wojnie z ludźmi. Wyr miał tylko Syta, a Syt tylko Wyra.
Wyr był starszy i lepiej znał się na polowaniu, ale to nie z tego powodu był teraz sam. Syt podczas ostatniej wędrówki po lesie zranił łapę i musiał odpoczać, choć nie wiadomo gdzie był.
Wyr przygotował się do ataku, Jeleń znajdował się w odpowiedniej pozycji. Ruszył najpierw leniwie, na wpół czając się. Było to częścią planu, wiedział, że rogacz jest waleczny i nie będzie uciekał, a to da Wyrowi możliwość szybkiego zaatakowania go od boku i próby zepchnięcia do Martwego Jaru. Rzeczywiście jeleń przygotował się do obrony. Nastawił poroże i czekał. Czekał mocno zapierając się na nogach i przygotowując do szarży. Wyr delikatnie przyśpieszył przechylając się lekko na lewo. Jeleń ruszył. Był szybki, ale wilk sprytniejszy. Szybko przerzucił ciężar na prawe łapy, odbił się z nich i delikatnie obrócił. Miał przed sobą bok jelenia. Teraz albo nigdy - pomyślał Wyr i uderzył. Rogacz był w szoku. Nie przewidział tego co się stanie. Uderzony w bok przeleciał kawałek i zwalił się na bok. Wilk zaatakował kolejny raz, więc machnął porożem. Trafił, ale agresor nie ustepował. Jeleń szybko podniósł się i kolejny raz poczuł uderzenie dwóch ciężkich łap i zęby wgryzające się w skórę. Znów poleciał w bok, ale tym razem słabiej. Mocno przechylił się na bok, ale nie wywrócił. Dopiero teraz spostrzegł, że znajduje się na krawędzi Martwego Jaru. Było już za późno. Kolejne uderzenie popchnęło go w dół, na pewną śmierć. W ostatnim geście rozpaczy wywinął porożem. Miał szczęście, zahaczył agresora.
Wyr poczuł, że spada. Zobaczył czeluść Jaru i rogacza przepełnionego próżną satysfakcją. Nie wiedział co ma robić, wyciągnął łapy przed siebie i zamknął oczy.
Nie bez wysiłku podniósł powieki. Jednak żył. Obok niego leżał martwy rogacz. Wilk spróbował wstać. Udało się, ale ból przeszywający całe ciało odbierał zmysły. Jestem wilkiem.Muszę być twardy - upomniał się w duchu. Złapał swą zdobycz i powędrował w stronę pieczary.
Deszcz nasilił się. Coraz więcej kropel docierało do ziemi, trafiało w futro starego wilka i zmieszane z krwią opadało na ziemię. Drzewa kiwały się, niespokojnie trzeszcząc, a nieliczne zwierzęta leśne przyglądały się łowcy.
Wyr wreszcie, ostatkiem sił wdrapał się na półkę przed jaskinią. Jeleń był ciężki, a rany rozległe. Potrzebował jedzenia, odpoczynku i opieki.
Grota była pusta. Wyr zaciągnął rogacza głębiej i ponownie wyszedł przed jaskinie. To niemożliwe - pomyślał - Syt nie ruszył by się na krok. Usiadł i zawył, wzywając przyjaciela. Jednak ten nie nadszedł. Zawył więc ponownie. Nic.
Deszcz umilkł, a drzewa zamarły w zasłużonym śnie. Śnie, który przerywany był wyciem wilka.
Słowiki jak co rano rozpoczęły swą pieśń, drzewa obudzone ramieniem Zefira, kołysały się delikatnie. Las ożywał z minuty na minutę rozpoczynając swą pieśń. Pieśń, w której jużnigdy nie pojawiło się wycie Wyra.
Smutne to było.. Aż mi się łezka w oku zebrała, ale nie mogę płakusiać...
OdpowiedzUsuńŚliczne, uwielbiam...
yhym. podoba sie. ładne... miło sie czytało. /
OdpowiedzUsuń