Wstaliście kiedyś lewą nogą? Budzik wyrwał was z delikatnych objęć Morfeusza, Eos delikatnie muska swymi palcami po policzku. Spokojnie, jakby w obawie przed rzeczywistością, otwieracie studnie duszy. Podnosicie się, i nieświadomi tego co za chwilę się stanie, przekazujecie przez neurony skodyfikowaną informację. Lewa noga szybko przedziera się przez miliony cząsteczek i z impetem, godnym tytanów, uderza niczym płatek śniegu w podłogę.
To co dzieję się dalej jest niedostrzegalne, niepojęte dla siatkówki. Z głębi Hadesu, wprost z paszczy Lucyfera, wylatują harpie mroku, czarne płomienie wbijając się przeraźliwie w ciało i sączą, sączą truciznę niezelżywą, jad, który z niewiarygodną prędkością uderza w każdą komórkę ciała, wyzwalając tsunami gniewu, tłumionej od tygodni niechęci, apatii, odwiecznej nienawiści zaszczepionej przez samego Boga.
Milisekundy, które zmieniają dzień w koszmar. Tanatos pod egidą Freuda prowadzi cię do zniszczenia.
Można nazwać to złym dniem, napadem wściekłości, ostrą schizą.
Pierdolenie. To niczym niezaspokojony Boski gniew natchniony przez szatana.
W taki dzień, dzień w którym Erynie chowają się na krańcach wszechświata, w którym Freddie Kruger ucieka na kucyku pony, w taki dzień można wszystko. Osiągnięcie czegokolwiek jest dziecinną igraszką. Tyle, że nas interesuje tylko krew, zniszczenie, pragnienie danse macabre na zgliszczach tego co znamy, zgliszczach samego siebie.
Wieczna noc jest niczym w porównaniu do słodkiego nektaru drzewa poznania.
We have nothing with the outcast and the unfit: let them die in their misery. For they feel not. Compassion is the vice of kings: stamp down the wretched and the weak: this is the law of the strong: this is our law and the joy of the world. Think not, o king, upon that lie: That Thou Must Die: verily thou shalt not die, but live. Now let it be understood: If the body of the King dissolve, he shall remain in pure ecstasy for ever.
wtorek, października 19, 2010
poniedziałek, października 04, 2010
Trzynaste uderzenie
Ucieczka.
To brzmi źle. Kojarzy się z tchórzostwem, z brakiem odwagi, słabością. Jest to słowo cholernie paskudnie nacechowane. Podobnie jak gwałciciel.
Kurwa....
Czytając to słowo, ucieczka, nie gwałciciel,więc... UCIECZKA. Pierwsze obrazy to nasze nóg za pas branie w jakiejś kryzysowej sytuacji czasem mogą to być jakieś wojska zbiegające z pola bitwy, czasem jakiś typ/typiarka, którą udało nam się nastraszyć i teraz spieprza gdzie popadnie.
Strach. Strach i ucieczka są silnie powiązane.
Ale nie o tym...Nie teraz....
Zastanawiałeś się kiedyś jak często uciekasz? Jak często w swoim życiu spierdalasz ot tak, z byle powodu?
Stajesz przed jakimś problemem i zamiast się zmierzyć uciekasz, poddajesz się. CIOTO!
I o ile te ucieczki silnie dotykają każdej strefy życia; praca, nauka, dom, gumowa kaczka, o tyle coraz częściej spotykam się z tym, że najwięcej ucieczek jest między ludźmi. Tak, w związkach w tych popieprzonych gmatwaninach ludzkich uczuć, myśli, czynów i prognozowania poczynań i myśli drugiej osoby.
To właśnie tu najczęściej spierdalamy, wymyślamy miliony wymówek, setki sposobów kamuflażu do tego by być biernym. Będziemy uciekać najdalej jak się da, byle ktoś załatwił sprawę za nas, by ktoś inny rozwiązał problem.
I wiesz co Ci powiem. Po tych wszystkich obserwacjach i doświadczeniach?
To nie problemy rozbijają związki.
To nie problemy krępują miłość.
To zasługa małych ucieczek, która prowadzi do pierdolonej bierności, aż w końcu nie ma dla kogo walczyć, nie ma o co się starać. Długo pleciona sieć, która tak wiele energii, uczuć i faktów pochłonęła, zostaje rozdarta na strzępy, bo przestajesz myśleć co będzie z drugą osobą.
Nie uciekaj, nie bądź bierny.
Walcz.
Albo rozpieprz wszystko jak doniczkę z paprocią, którą babcia dostała na 65 urodziny.
To brzmi źle. Kojarzy się z tchórzostwem, z brakiem odwagi, słabością. Jest to słowo cholernie paskudnie nacechowane. Podobnie jak gwałciciel.
Kurwa....
Czytając to słowo, ucieczka, nie gwałciciel,więc... UCIECZKA. Pierwsze obrazy to nasze nóg za pas branie w jakiejś kryzysowej sytuacji czasem mogą to być jakieś wojska zbiegające z pola bitwy, czasem jakiś typ/typiarka, którą udało nam się nastraszyć i teraz spieprza gdzie popadnie.
Strach. Strach i ucieczka są silnie powiązane.
Ale nie o tym...Nie teraz....
Zastanawiałeś się kiedyś jak często uciekasz? Jak często w swoim życiu spierdalasz ot tak, z byle powodu?
Stajesz przed jakimś problemem i zamiast się zmierzyć uciekasz, poddajesz się. CIOTO!
I o ile te ucieczki silnie dotykają każdej strefy życia; praca, nauka, dom, gumowa kaczka, o tyle coraz częściej spotykam się z tym, że najwięcej ucieczek jest między ludźmi. Tak, w związkach w tych popieprzonych gmatwaninach ludzkich uczuć, myśli, czynów i prognozowania poczynań i myśli drugiej osoby.
To właśnie tu najczęściej spierdalamy, wymyślamy miliony wymówek, setki sposobów kamuflażu do tego by być biernym. Będziemy uciekać najdalej jak się da, byle ktoś załatwił sprawę za nas, by ktoś inny rozwiązał problem.
I wiesz co Ci powiem. Po tych wszystkich obserwacjach i doświadczeniach?
To nie problemy rozbijają związki.
To nie problemy krępują miłość.
To zasługa małych ucieczek, która prowadzi do pierdolonej bierności, aż w końcu nie ma dla kogo walczyć, nie ma o co się starać. Długo pleciona sieć, która tak wiele energii, uczuć i faktów pochłonęła, zostaje rozdarta na strzępy, bo przestajesz myśleć co będzie z drugą osobą.
Nie uciekaj, nie bądź bierny.
Walcz.
Albo rozpieprz wszystko jak doniczkę z paprocią, którą babcia dostała na 65 urodziny.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)