Ostatnio rozmyślałem nad drugimi szansami, nad tym, że są takie chwile w życiu, gdy coś się wali, gdy ktoś zawodzi. A przynajmniej robi to w naszym odczuciu. Są momenty, w których przestajemy komuś ufać, szanować go, lubić czy kochać. Wtedy podejmujemy decyzję co dalej. Wyjścia mamy dwa: albo powiedzieć papa albo dać drugą szansę. Ale czy na prawdę trak jest?
Przez większość mojego życia hołdowałem zasadzie, że nie ma czegoś takiego jak druga szansa, nie ma czegoś takiego jak odkupienie win, każdy ma swoje pięć minut. Każdemu daje tyle samo czasu, poświęcam mu tyle uwagi na ile mogę w odniesieniu do zajmowanej przez niego pozycji. Jednak gdy zawodzi, gdy sprawia mi ból, a zwłaszcza tyczy się to osób mi najbliższych, żegnam się. Zawsze dawałem osobom czas, czas na opamiętanie się, ale gdy osiągali punkt krytyczny, gdy ja osiągałem punkt krytyczny, nie było odwrotu, u mnie nie ma drugich szans. Jednak życie jest kapryśne, życie jest senseiem, który uczy cały czas, który podaje pewne rozwiazania na tacy, tylko my nie widzimy ich, nie chcemy ich widzieć, czy nie możemy, bo jesteśmy zaślepieni jakimś chorym obrazem.
Czyń swoją wolę będzie twoim prawem - niedawno przekonałem się jak prawdziwe są te słowa, by po chwili zrozumieć znaczenie słów: Miłość jest prawem, miłość podług woli. Zrobiłem właśnie tyle, podążałem swoją orbitą, trzymałem się swojej woli i dałem się jej poprowadzić, nagroda jest bezcenna.
Teraz już wiem jakim byłem onegdaj głupcem, jak wiele mogłem stracić, przez nieufność, przez nie dawanie drugiej szansy, przez głupotę. Wreszcie wiem, że nie ma czegoś takiego jak druga szansa, nigdy czegoś takiego nie było, bo w momencie, w którym się pojawia oznacza to tylko jedno - czas między pierwszą a drugą zwany jest kryzysem.
Mimo, że początkowo podchodziłem do Thelemy dość chłodno, przekonałem się na własnej skórze jak ważne sąjej prawa, jak prawdziwe, jak zbawcze. Gdy teraz myślę o Tym co mogłem stracić przez własną słabość, wzbiera we mnie gniew i płacz.
Jedno jest prawo i tym prawem jest Thelema.
Już dawno nie miałem tak wspaniałego dnia, tak pełnego, barwnego, napiętego i emocjonalnego. Dnia który w każdym momencie poruszał wszystkie me zmysły, zawdzięczam to tylko Jednemu, koronnej emocji i Osobie, która przez swoje zagubienie pokazał mi moja własną słabość, co dało mi siłę, siłę, która potrafi wszystko.
Dziękuje Ci, nigdy nie zwątpiłem.
Conquer all!
We have nothing with the outcast and the unfit: let them die in their misery. For they feel not. Compassion is the vice of kings: stamp down the wretched and the weak: this is the law of the strong: this is our law and the joy of the world. Think not, o king, upon that lie: That Thou Must Die: verily thou shalt not die, but live. Now let it be understood: If the body of the King dissolve, he shall remain in pure ecstasy for ever.
piątek, sierpnia 26, 2011
czwartek, lipca 14, 2011
Dwudzieste drugie uderzenie
Obrazek można znaleźć na stronie www.kwejk.pl
Czasami zastanawiam się co kieruje ludźmi, gdy podnoszą walkę z wymyślnymi wiatrakami? Ten obrazek jest takim przykładem. Rudy jest zarezerwowany dla prostytutek? Tak było w XIX wieku, wcześniej ulicznice nosiły żółte suknie i co? Teraz każda, która jest ruda albo ma żółtą sukienkę to kurwa? Rudy jest obleśny? Dla Ciebie synku może tak, ale dla mnie nie, dla milionów nie, więc czemu? Czy na prawdę myślisz,żę Twoje obiektywne spojrzenie na świat ma jakieś przełożenie? Ja rozumiem, że ostatnio pojawił się boom na taki kolor włosów, ale niestety Twoje subiektywne świata widzenie, możesz sobie wepchnąć głęboko do lewej kieszeni spodni. Możesz wepchnąć je na tyle głęboko, lub płytko, by ocierało sieo twojego grzyba, bo przepraszam gówno znaczy.
Są zachowania, których nie lubie, są takie które mnie irytują, ale są takie, które doprowadzają mnie do białości. Między nimi jest dżokejing i wyrzucanie własnych sadów w obmierzłej formie. Z tym drugim mam tu do czynienia. Rozumiem, że gusta są różne, jednemu podoba się córka, a drugiemu matka, ale nazywanie pewnej grupy kobiet prostytutkami to już przesada. Szczerze to epitet obleśny był już obelżywy, ale to, to czyste chamstwo i brak ogłady.
Mogę przyjąć na klatę wiele rzeczy, zgodzić lub nie zgodzić się z różnorakimi osądami, ale nie lubię generalizacji po płaskich falach. Nie lubię subiektywizacji dresa. Cytując Ostrego: "chuj Ci w jedzenie".
Dlaczego ludzie dla przełamywania "trendów" używają gównomowy?
Nie wiem.
Nie rozumiem.
Mam tego trochę dość, trochę mam to w dupie, ale nie mogę stać obojętnie, bo utylitaryzm i praca u podstaw nie jest moją postawą, nie jest moim przeznaczeniem, ani moją karmą.
Czasami zastanawiam się co kieruje ludźmi, gdy podnoszą walkę z wymyślnymi wiatrakami? Ten obrazek jest takim przykładem. Rudy jest zarezerwowany dla prostytutek? Tak było w XIX wieku, wcześniej ulicznice nosiły żółte suknie i co? Teraz każda, która jest ruda albo ma żółtą sukienkę to kurwa? Rudy jest obleśny? Dla Ciebie synku może tak, ale dla mnie nie, dla milionów nie, więc czemu? Czy na prawdę myślisz,żę Twoje obiektywne spojrzenie na świat ma jakieś przełożenie? Ja rozumiem, że ostatnio pojawił się boom na taki kolor włosów, ale niestety Twoje subiektywne świata widzenie, możesz sobie wepchnąć głęboko do lewej kieszeni spodni. Możesz wepchnąć je na tyle głęboko, lub płytko, by ocierało sieo twojego grzyba, bo przepraszam gówno znaczy.
Są zachowania, których nie lubie, są takie które mnie irytują, ale są takie, które doprowadzają mnie do białości. Między nimi jest dżokejing i wyrzucanie własnych sadów w obmierzłej formie. Z tym drugim mam tu do czynienia. Rozumiem, że gusta są różne, jednemu podoba się córka, a drugiemu matka, ale nazywanie pewnej grupy kobiet prostytutkami to już przesada. Szczerze to epitet obleśny był już obelżywy, ale to, to czyste chamstwo i brak ogłady.
Mogę przyjąć na klatę wiele rzeczy, zgodzić lub nie zgodzić się z różnorakimi osądami, ale nie lubię generalizacji po płaskich falach. Nie lubię subiektywizacji dresa. Cytując Ostrego: "chuj Ci w jedzenie".
Dlaczego ludzie dla przełamywania "trendów" używają gównomowy?
Nie wiem.
Nie rozumiem.
Mam tego trochę dość, trochę mam to w dupie, ale nie mogę stać obojętnie, bo utylitaryzm i praca u podstaw nie jest moją postawą, nie jest moim przeznaczeniem, ani moją karmą.
wtorek, lipca 12, 2011
Dwudzieste pierwsze uderzenie
Samotność.
Cóż to takiego? Zgodnie z tym co większość ma w głowach samotność to stan, w której dany człowiek jest sam. Nie ma w pobliżu jego bytowania innych ludzi. Z drugiej strony samotność to stan, w której nie ma w naszym pobliżu osoby nam bliskiej lub takiej osoby w ogóle nie ma. Przez wzgląd na skojarzenie słowa samotny z opuszczony ( i globalizacji), osoby, które nie są w związku nazywane są singlami, żeby nie brzmiało źle.
Jednak czym ta samotność jest tak na prawdę?
Niemożnością porozmawiania? Może brakiem innej osoby, której można dotknąć? Samotność to brak emocji, uczuć?
Zastanawiając się nad tym pojęciem, doszedłem do wniosku, że samotność zaczyna się wtedy, gdy nie możemy wytrzymać ze sobą samym. jeżeli nie mamy o czym myśleć, nie mamy co tworzyć, co robić, kiedy świadomość tego, że jesteśmy jedynym bytem i wewnętrznie jesteśmy puści, nie mamy o czym rozmyślać uderza w nas.
Właśnie tak to widzę. Moment, w którym nie możemy nawet marzyć, bo nie widzimy się tam jest prawdziwą samotnością. Dlatego można być samotnym w tłumie czy samotnym w sieci.
Przecież tak na dobrą sprawę sami jesteśmy centrum wszechświata, jesteśmy Królami, więc jeżeli nie potrafimy ze sobą wytrzymać, to na chuj nam cały wszechświat? Po co Słońcu cały ten zasmarkany układ, jeżeli samo ze sobą źle się czuje?
Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego samotność dopada nas wtedy, gdy jesteśmy np. sami w domu, a nasi znajomi są poza zasięgiem?
Można to tłumaczyć tym, że nie mamy z kim obcować, nie ma innych ludzi, więc jesteśmy osamotnieni, OPUSZCZENI.
Jestem przekonany, że to nie jest powodem. Po prostu nie jesteśmy przyzwyczajeni do wewnętrznych rozmów ze sobą, do zastanawiania się nad własną natura, do kontemplacji. Widzimy taki moment jak coś strasznego, a przecież jest zupełnie inaczej. Wtedy kiedy jesteśmy samotni z punktu braku ludzi, mamy nie powtarzalną okazję do przejrzenia swych ostatnich poczynań, wydarzeń, wartościowania ich, zastanowienia się nad samym sobą, uporządkowania tego co jest w środku. jest to jedyny moment, w którym nikt nam nie będzie przeszkadzał.
WYKORZYSTAJ GO
Cóż to takiego? Zgodnie z tym co większość ma w głowach samotność to stan, w której dany człowiek jest sam. Nie ma w pobliżu jego bytowania innych ludzi. Z drugiej strony samotność to stan, w której nie ma w naszym pobliżu osoby nam bliskiej lub takiej osoby w ogóle nie ma. Przez wzgląd na skojarzenie słowa samotny z opuszczony ( i globalizacji), osoby, które nie są w związku nazywane są singlami, żeby nie brzmiało źle.
Jednak czym ta samotność jest tak na prawdę?
Niemożnością porozmawiania? Może brakiem innej osoby, której można dotknąć? Samotność to brak emocji, uczuć?
Zastanawiając się nad tym pojęciem, doszedłem do wniosku, że samotność zaczyna się wtedy, gdy nie możemy wytrzymać ze sobą samym. jeżeli nie mamy o czym myśleć, nie mamy co tworzyć, co robić, kiedy świadomość tego, że jesteśmy jedynym bytem i wewnętrznie jesteśmy puści, nie mamy o czym rozmyślać uderza w nas.
Właśnie tak to widzę. Moment, w którym nie możemy nawet marzyć, bo nie widzimy się tam jest prawdziwą samotnością. Dlatego można być samotnym w tłumie czy samotnym w sieci.
Przecież tak na dobrą sprawę sami jesteśmy centrum wszechświata, jesteśmy Królami, więc jeżeli nie potrafimy ze sobą wytrzymać, to na chuj nam cały wszechświat? Po co Słońcu cały ten zasmarkany układ, jeżeli samo ze sobą źle się czuje?
Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego samotność dopada nas wtedy, gdy jesteśmy np. sami w domu, a nasi znajomi są poza zasięgiem?
Można to tłumaczyć tym, że nie mamy z kim obcować, nie ma innych ludzi, więc jesteśmy osamotnieni, OPUSZCZENI.
Jestem przekonany, że to nie jest powodem. Po prostu nie jesteśmy przyzwyczajeni do wewnętrznych rozmów ze sobą, do zastanawiania się nad własną natura, do kontemplacji. Widzimy taki moment jak coś strasznego, a przecież jest zupełnie inaczej. Wtedy kiedy jesteśmy samotni z punktu braku ludzi, mamy nie powtarzalną okazję do przejrzenia swych ostatnich poczynań, wydarzeń, wartościowania ich, zastanowienia się nad samym sobą, uporządkowania tego co jest w środku. jest to jedyny moment, w którym nikt nam nie będzie przeszkadzał.
WYKORZYSTAJ GO
poniedziałek, lipca 11, 2011
Dwudzieste uderzenie
Dzisiejsze zmagania z drożdżami sponsoruje strona www.demotywatory.pl
Generalnie rzecz biorąc od jakichś kilku ładnych miesięcy demotywatory, delikatnie mówiąc, zeszły na psy. Uściślając są teraz stroną przypominającą bardziej łaj soł sirius, tudzież miejsce wylewania emo żali. Ciężko jest znaleźć tam coś co może zdemotywować lub chociaż sprawić, że poczujesz, iż są na tym świecie rzeczy, które wykraczają poza logiczne rozumowanie.
Wracając do meritum.
Pierwszy zamieszczony tu obraz jest jednym z tych, które śmiało mogę nazwać Coelhoiadą. Nie wiem co ma mnie zdemotywować w prawdzie oczywistej.
Przykro mi to stwierdzić, ale każdy człowiek zwraca uwagę na wygląd. W końcu to jest pierwsza rzecz, która dostarcza Ci informacji o drugiej osobie. Nie wiem jak to wygląda u innych ludzi, ale ja zazwyczaj najpierw kogoś widzę, a potem z nim rozmawiam, a nie odwrotnie, ale może teraz jest inaczej?
Dla przykładu powiem, że dla mnie liczy się wnętrze, bo co mi po pięknej dziewczynie jak nie będę mógł z nią porozmawiać, ale z drugiej strony co mi po oświeconej dziewczynie jak nie będę mógł się z nią pokazać na mieście. Przykro mi, ale estetyka to nie jest Rurku coś wymyślić. Jeżeli jesteś gruba, brzydka, nie utrzymujesz z ludźmi kontaktu, to choćbyś nie wiem jak inteligentna, oczytana i mądra była, to nikt tego nigdy nie doceni. Przykro mi również, że jeżeli mężczyzna ma do wyboru ładną, inteligentną i mądrą kobietę, a brzydszą i niewiele bardziej inteligentną i mądrą, to wybiera tę ładniejszą.
Bynajmniej nie chodzi tu o upośledzenie mężczyzn. Nie to nie ta bajka. Mężczyźni, tak samo jak Kobiety wybierają partnerów ze względu na wygląd, bo to zaświadcza o dobrym genotypie, co wpływa na to, że dzieci będą miały lepiej. Rzeczywistość jest brutalna, ale, w tym aspekcie, dziecinnie prosta i nie widzę sensu, umieszczania tego na tak poczytnej(?) stronie jak demotywatory.pl.
Przypadek drugi.
Kolejna prawda oczywista z gatunku 2+2=4. Miłość nie wybiera. Nie wybrała Ciebie, nie wybrała Twoich rodziców, nie wybrała Twoich znajomych, którzy są ze sobą już od pięciu lat. Miłość jest pojęciem tak samo abstrakcyjnym jak bóg, ale to już inna rozprawa.
To nie miłość wybiera. TY WYBIERASZ.
To jest bardzo proste. W zasadzie na tym się kończy i od tego zaczyna.
Przejdziemy przez to powoli.
Załóżmy, że w tym momencie zgłodniałeś.
Co robisz?
Pewnie sięgasz po coś, albo przenosisz się w pobliże lodówki, by coś zjeść. Internet poczeka, ciepłe krzesło lub miłe łóżko poczeka. Trzeba JEŚĆ.
Więc dlaczego ten algorytm nie działa, gdy chcesz z kimś być? Jeżeli chcesz to po prostu to zrób! Określ kogo i do czego szukasz, znajdź go i ciesz się związkiem. To jest dziecinie proste.
Oczywiście możesz się użalać, że chcesz się zakochać, że czekasz, aż poznasz tę właściwą osoba i gdy tylko na siebie spojrzycie pojawi się kupidyn, wystrzeli do was z mausera i już. Puff! Stało się.
Niestety świat to nie bajki, ani piaskownica. Tak się nie to nie odbywa, a nawet jeśli taki przypadek się zdarzy to ze świecą szukać. Oczywiście zakładam, że, drogi czytelniku, rozróżniasz zakochanie, zauroczenie i pożądanie, bo jeżeli nie to gratuluje troglodyctwa.
Wracając. Żeby coś osiągnąć, trzeba to robić. Nic samo nie przyjdzie, by z kimś być, trzeba poznać często masę ludzi, by wreszcie znaleźć kogoś. Co prawda, możliwe, że nawet nie będziecie razem, albo potrwa to bardzo krótko, ale trudno. Z prawd oczywistych dorzucę, że przez wiele gówna trzeba się przebić i wiele kanałów odwiedzić, by wreszcie siąść na kanapie z zimnym piwkiem.
niedziela, lipca 10, 2011
Dziewiętnaste uderzenie
Porażony wspaniałościami internetu, postanowiłem się im pokłonić, i tak nie wiele myśląc i nie wiele szukając, trafiłem na ten o to kwiatek. Wszystko to dzięki stronie www.wikary.pl.
Piękno uderza już na wstępie:
PRAWDZIWY CHŁOPAK
Szybko można wywnioskować, że chodzi tu o takich chłopców z krwi i kości, taki co są w 70% zbudowani z wody, generalnie żyją. Autor sugeruje,że są również tacy, którzy nie istnieją, tacy chłopcy na niby - używając dziecięcej nomenklatury, wirtualni chłopcy - podążając za neo. generalnie nie istniejący.
Jednak już po chwili okazuje się, że odnosi się do metaforyki. Dobra koniec pierdolenia robota czeka.
PRAWDZIWY CHŁOPAK
To nie brzmi dobrze. Chłopak to ktoś kto ma mniej niż 18 lat, w zasadzie to dziecko płci męskiej - uważam to za najlepsze określenie, tak samo jak dziewczynka określa niedorosłą kobietę. Stwierdzenie, jeśli miałoby być poprawne powinno brzmieć: Prawdziwy mężczyzna, bo facet pochodzi od facetus czyli zabawny, wesoły (przyp. autor) i nie miałoby to odpowiedniego, poważnego wydźwięku.
Idźmy dalej.
UŻYWA PERFUM
Czyli co jak ich nie używam to już nie jestem prawdziwy? Nie jestem prawdziwym mężczyzną, ponieważ nie stać mnie na perfumy albo stosuje je tylko w określonych warunkach? Akurat jeżeli o mnie chodzi, do jeśli nie nakładam na siebie perfum, to znaczy, że ich nie mam i nie uważam, by odbierało mi to męskość.
JEST SZARMANCKI I DBA O SWOJĄ DZIEWCZYNĘ
Nie będę prowadził bezcelowej dysputy na temat tego: a co jeśli nie ma dziewczyny? tylko od razu przejdę do sedna. Nie rozumiem co dbanie o swoją dziewczynę ma do bycia prawdziwym mężczyzną, to są rudymenta, to nawet nie wchodzi w kwestię warunkowania zero jedynkowego, to po prostu jest i tyle. Jeżeli nie dbasz to nie masz - koniec, finito. Po drugie to co to znaczy dba? Pilnuje czy się ciepło ubrała? kupuje kwiaty? pyta się czy doszła szczęśliwie po bułki rano? Niestety ale definiens jest zbyt szerokie w tym wypadku.
ZNA PRAWDZIWE WARTOŚCI
I znowu ta sama matnia. Co to znaczy prawdziwe wartości? Jakie paradygmatu używa się do określenia prawdziwości wartości? Zwłaszcza, że jest tu jasno zasugerowane, ba! nawet postawione wprost, że jest jakaś ilość wartości prawdziwych, a wszystkie inne są kłamstwem, są nieprawdziwe. Tyle, że inne wartości prawdziwe będzie miał każdy człowiek, a żeby podać szybki przykład, wystarczy odnieść się do wartości prawdziwych katolika i ateisty. I co teraz?
NIE PODĄŻA ZA CHORĄ MODĄ
Jak ja nie lubię tautologii. Kurwa! Co to znaczy chorą modą? cała modą jest chora czy tylko fragment? Jeżeli fragment to który? i dlaczego jest chory? Nie rozumiem tego, zwłaszcza, że w tej chwili nie ma już mody, są tylko trendy, bo w kwestii odzieżowej, buciarskiej czy zajmującej się wszelakimi dodatkami wszystko już było. Nie ma nic nowego, jest tylko odgrzewanie kotleta. Ale mówię sobie "chuj". Nasuwa mi się inne pytanie: jeżeli ktoś podąża za chorą modą, ale wygląda dobrze albo i bardzo dobrze, to jest prawdziwym mężczyzną czy nie? Czy ubieranie się nie chorzomodnie czyni prawdziwego mężczyznę? nawet cwela?
NIE STARA SIĘ PRZYPODOBAĆ KOLEGOM ROBIĄC GŁUPSTWA
Tu wypowiem się jako samiec. Ilość "głupstw" jakie zrobiłem, by "przypodobać się kolegom" jest niewspółmiernie niska w porównaniu do "głupstw" jakie zrobiłem, by "przypodobać się kobietom". I jestem przekonany, że większość mężczyzn się pod tym podpisze i to obiema rekami i obiema nogami. Po drugie to nie jest przypodobanie się to jest zacieśnianie więzi przez robienie czegoś razem. To, że często jest to "głupie" bierze się stąd, iż chodzi o przepychanie pewnych granic i pewne ułożenie hierarchii. jednak jeżeli robimy coś głupiego, by przypodobać się kolegom to trudno, ale takich zachowań jest mało, bo jesli jest dużo, to to nie jest ani mężczyzna, ani facet, ani chłopiec. To jest po prostu cwel.
A i tak w gwoli ścisłości to również nijak ma się do kształtowania się i stawania się prawdziwego mężczyzny.
NIE PALI I PRAWIE NIE PIJE
No kurwa Twoja czeczeńska mać! To już nawet nie jest zabawne, to już nawet nie jest błędem logicznym etc. To jest naruszanie wolności osobistej. Jeżeli ktoś chce to pali, jeżeli ktoś chce to pije i chuj Ci do tego. Może Ci się to nie podobać, możesz stwierdzić, że ten koleś nie jest dla Ciebie, możesz stwierdzić, że nie będziecie razem, możesz nawet stwierdzić, że on jest o b r z y d l i w y!, ale nie wolno Ci powiedzieć, że picie lub palenie odbiera mu męskość, i że czynności te nie pozwalają mu być prawdziwym mężczyzną.
W ogóle co to znaczy prawie nie pije? Nie upija się, czy po prostu wypija jedno piwo, albo dwa baniaki i basta? Choćby go końmi rozdzierali to więcej nie wypije. Jeżeli to pierwsze - to tak trzeba to sformułować, bo to co dla Ciebie jest sufitem, dla mnie jest podłogą. Uważasz, że pięć piw to dużo? Ja wypijam tyle dla smaku. Czy czyni to ze mnie alkoholika? beja? menela? odbiera mi to tytuł prawdziwego mężczyzny? Naprawdę? To, że absorbuje więcej, mentalnie mnie kastruje?
Jeżeli ktoś wypija jedno piwo, jeden baniak czy jeden kieliszek wina i basta to po co pić? Dla towarzystwa? A czy to nie wliczy się w kategorię przypodobań ?
MA ZAWSZE CZYSTE BUTY
Oj zawiało konserwatyzmem w stylu: obiad w niedziele najpóźniej o wpół do pierwszej. Ja rozumiem, że czyste buty są ważne, bo to w końcu buty, ale bez przesady. Już pomijam fakt, ze nie da się mieć zawsze czystych butów, ale na nie litość diabelną czy buty, które świecą się jak psu jajca są wyznacznikiem męskości? I to jeszcze prawdziwej? Kurwa! Mam problem z wyobrażeniem sobie sytuacji, w której po każdorazowym przyjściu do domu, myje, pastuje i poleruje buty! Jeszcze rozumiem buty wyjściowe tak zwane laczki lub garniaczki, ale zwykłe cichobiegi? Będę o nie dbał, ale bez przesady!
TAKICH CHŁOPAKÓW JUŻ PRAWIE NIE MA
No jasne, że kurwa nie ma, bo sadze, że nie chodzisz do podstawówki, a z resztą tam dzieci mają poważniejsze problemy, typu: kto ma wyższy level w WoWie albo drożejące ceny amfetaminy.
Takich chłopaków, czy mężczyzn w ogóle nie ma. Bo nie ma człowieka, który będzie odpowiadał Twojej wizji, więc wybiła godzina ogarnięcia się. Nawet jeżeli jest ktoś taki, ktoś specjalnie zaprojektowany dla Ciebie, to po generalizacji i przy problemach z określeniem własnych oczekiwań nie wróżę Ci nic dobrego. Zamiast wyprawić się po złote runo, wyprawisz się do Eldorado.
To by było na tyle tego pięknego dnia.
Piękno uderza już na wstępie:
PRAWDZIWY CHŁOPAK
Szybko można wywnioskować, że chodzi tu o takich chłopców z krwi i kości, taki co są w 70% zbudowani z wody, generalnie żyją. Autor sugeruje,że są również tacy, którzy nie istnieją, tacy chłopcy na niby - używając dziecięcej nomenklatury, wirtualni chłopcy - podążając za neo. generalnie nie istniejący.
Jednak już po chwili okazuje się, że odnosi się do metaforyki. Dobra koniec pierdolenia robota czeka.
PRAWDZIWY CHŁOPAK
To nie brzmi dobrze. Chłopak to ktoś kto ma mniej niż 18 lat, w zasadzie to dziecko płci męskiej - uważam to za najlepsze określenie, tak samo jak dziewczynka określa niedorosłą kobietę. Stwierdzenie, jeśli miałoby być poprawne powinno brzmieć: Prawdziwy mężczyzna, bo facet pochodzi od facetus czyli zabawny, wesoły (przyp. autor) i nie miałoby to odpowiedniego, poważnego wydźwięku.
Idźmy dalej.
UŻYWA PERFUM
Czyli co jak ich nie używam to już nie jestem prawdziwy? Nie jestem prawdziwym mężczyzną, ponieważ nie stać mnie na perfumy albo stosuje je tylko w określonych warunkach? Akurat jeżeli o mnie chodzi, do jeśli nie nakładam na siebie perfum, to znaczy, że ich nie mam i nie uważam, by odbierało mi to męskość.
JEST SZARMANCKI I DBA O SWOJĄ DZIEWCZYNĘ
Nie będę prowadził bezcelowej dysputy na temat tego: a co jeśli nie ma dziewczyny? tylko od razu przejdę do sedna. Nie rozumiem co dbanie o swoją dziewczynę ma do bycia prawdziwym mężczyzną, to są rudymenta, to nawet nie wchodzi w kwestię warunkowania zero jedynkowego, to po prostu jest i tyle. Jeżeli nie dbasz to nie masz - koniec, finito. Po drugie to co to znaczy dba? Pilnuje czy się ciepło ubrała? kupuje kwiaty? pyta się czy doszła szczęśliwie po bułki rano? Niestety ale definiens jest zbyt szerokie w tym wypadku.
ZNA PRAWDZIWE WARTOŚCI
I znowu ta sama matnia. Co to znaczy prawdziwe wartości? Jakie paradygmatu używa się do określenia prawdziwości wartości? Zwłaszcza, że jest tu jasno zasugerowane, ba! nawet postawione wprost, że jest jakaś ilość wartości prawdziwych, a wszystkie inne są kłamstwem, są nieprawdziwe. Tyle, że inne wartości prawdziwe będzie miał każdy człowiek, a żeby podać szybki przykład, wystarczy odnieść się do wartości prawdziwych katolika i ateisty. I co teraz?
NIE PODĄŻA ZA CHORĄ MODĄ
Jak ja nie lubię tautologii. Kurwa! Co to znaczy chorą modą? cała modą jest chora czy tylko fragment? Jeżeli fragment to który? i dlaczego jest chory? Nie rozumiem tego, zwłaszcza, że w tej chwili nie ma już mody, są tylko trendy, bo w kwestii odzieżowej, buciarskiej czy zajmującej się wszelakimi dodatkami wszystko już było. Nie ma nic nowego, jest tylko odgrzewanie kotleta. Ale mówię sobie "chuj". Nasuwa mi się inne pytanie: jeżeli ktoś podąża za chorą modą, ale wygląda dobrze albo i bardzo dobrze, to jest prawdziwym mężczyzną czy nie? Czy ubieranie się nie chorzomodnie czyni prawdziwego mężczyznę? nawet cwela?
NIE STARA SIĘ PRZYPODOBAĆ KOLEGOM ROBIĄC GŁUPSTWA
Tu wypowiem się jako samiec. Ilość "głupstw" jakie zrobiłem, by "przypodobać się kolegom" jest niewspółmiernie niska w porównaniu do "głupstw" jakie zrobiłem, by "przypodobać się kobietom". I jestem przekonany, że większość mężczyzn się pod tym podpisze i to obiema rekami i obiema nogami. Po drugie to nie jest przypodobanie się to jest zacieśnianie więzi przez robienie czegoś razem. To, że często jest to "głupie" bierze się stąd, iż chodzi o przepychanie pewnych granic i pewne ułożenie hierarchii. jednak jeżeli robimy coś głupiego, by przypodobać się kolegom to trudno, ale takich zachowań jest mało, bo jesli jest dużo, to to nie jest ani mężczyzna, ani facet, ani chłopiec. To jest po prostu cwel.
A i tak w gwoli ścisłości to również nijak ma się do kształtowania się i stawania się prawdziwego mężczyzny.
NIE PALI I PRAWIE NIE PIJE
No kurwa Twoja czeczeńska mać! To już nawet nie jest zabawne, to już nawet nie jest błędem logicznym etc. To jest naruszanie wolności osobistej. Jeżeli ktoś chce to pali, jeżeli ktoś chce to pije i chuj Ci do tego. Może Ci się to nie podobać, możesz stwierdzić, że ten koleś nie jest dla Ciebie, możesz stwierdzić, że nie będziecie razem, możesz nawet stwierdzić, że on jest o b r z y d l i w y!, ale nie wolno Ci powiedzieć, że picie lub palenie odbiera mu męskość, i że czynności te nie pozwalają mu być prawdziwym mężczyzną.
W ogóle co to znaczy prawie nie pije? Nie upija się, czy po prostu wypija jedno piwo, albo dwa baniaki i basta? Choćby go końmi rozdzierali to więcej nie wypije. Jeżeli to pierwsze - to tak trzeba to sformułować, bo to co dla Ciebie jest sufitem, dla mnie jest podłogą. Uważasz, że pięć piw to dużo? Ja wypijam tyle dla smaku. Czy czyni to ze mnie alkoholika? beja? menela? odbiera mi to tytuł prawdziwego mężczyzny? Naprawdę? To, że absorbuje więcej, mentalnie mnie kastruje?
Jeżeli ktoś wypija jedno piwo, jeden baniak czy jeden kieliszek wina i basta to po co pić? Dla towarzystwa? A czy to nie wliczy się w kategorię przypodobań ?
MA ZAWSZE CZYSTE BUTY
Oj zawiało konserwatyzmem w stylu: obiad w niedziele najpóźniej o wpół do pierwszej. Ja rozumiem, że czyste buty są ważne, bo to w końcu buty, ale bez przesady. Już pomijam fakt, ze nie da się mieć zawsze czystych butów, ale na nie litość diabelną czy buty, które świecą się jak psu jajca są wyznacznikiem męskości? I to jeszcze prawdziwej? Kurwa! Mam problem z wyobrażeniem sobie sytuacji, w której po każdorazowym przyjściu do domu, myje, pastuje i poleruje buty! Jeszcze rozumiem buty wyjściowe tak zwane laczki lub garniaczki, ale zwykłe cichobiegi? Będę o nie dbał, ale bez przesady!
TAKICH CHŁOPAKÓW JUŻ PRAWIE NIE MA
No jasne, że kurwa nie ma, bo sadze, że nie chodzisz do podstawówki, a z resztą tam dzieci mają poważniejsze problemy, typu: kto ma wyższy level w WoWie albo drożejące ceny amfetaminy.
Takich chłopaków, czy mężczyzn w ogóle nie ma. Bo nie ma człowieka, który będzie odpowiadał Twojej wizji, więc wybiła godzina ogarnięcia się. Nawet jeżeli jest ktoś taki, ktoś specjalnie zaprojektowany dla Ciebie, to po generalizacji i przy problemach z określeniem własnych oczekiwań nie wróżę Ci nic dobrego. Zamiast wyprawić się po złote runo, wyprawisz się do Eldorado.
To by było na tyle tego pięknego dnia.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



