Wstaliście kiedyś lewą nogą? Budzik wyrwał was z delikatnych objęć Morfeusza, Eos delikatnie muska swymi palcami po policzku. Spokojnie, jakby w obawie przed rzeczywistością, otwieracie studnie duszy. Podnosicie się, i nieświadomi tego co za chwilę się stanie, przekazujecie przez neurony skodyfikowaną informację. Lewa noga szybko przedziera się przez miliony cząsteczek i z impetem, godnym tytanów, uderza niczym płatek śniegu w podłogę.
To co dzieję się dalej jest niedostrzegalne, niepojęte dla siatkówki. Z głębi Hadesu, wprost z paszczy Lucyfera, wylatują harpie mroku, czarne płomienie wbijając się przeraźliwie w ciało i sączą, sączą truciznę niezelżywą, jad, który z niewiarygodną prędkością uderza w każdą komórkę ciała, wyzwalając tsunami gniewu, tłumionej od tygodni niechęci, apatii, odwiecznej nienawiści zaszczepionej przez samego Boga.
Milisekundy, które zmieniają dzień w koszmar. Tanatos pod egidą Freuda prowadzi cię do zniszczenia.
Można nazwać to złym dniem, napadem wściekłości, ostrą schizą.
Pierdolenie. To niczym niezaspokojony Boski gniew natchniony przez szatana.
W taki dzień, dzień w którym Erynie chowają się na krańcach wszechświata, w którym Freddie Kruger ucieka na kucyku pony, w taki dzień można wszystko. Osiągnięcie czegokolwiek jest dziecinną igraszką. Tyle, że nas interesuje tylko krew, zniszczenie, pragnienie danse macabre na zgliszczach tego co znamy, zgliszczach samego siebie.
Wieczna noc jest niczym w porównaniu do słodkiego nektaru drzewa poznania.
I Ty śmiesz mi mówić, że nie potrafisz pisać...
OdpowiedzUsuń