Wybory. Taak... Najcudowniejsza rzecz jaka może zdarzyć się w życiu. I bynajmniej nie chodzi mi o głosowanie na partie polityczne czy kandydatów na prezydenta: chodzi mi o normalne, codzienne wybory. Zjeść trzy kanapki czy cztery ( w sumie to i tak dwie, bo na cztery mnie nie stać, a na trzy i tak nie mam co położyć)? Iść pieszo czy pojechać autobusem? Wziąć kurtkę czy nie?
Zwykła szara rzeczywistość.
Wziąć tysiąc złotych czy pozwolić by komuś spełniło się marzenie?
Jasne, że wziąć tysiąc!(i nawet nie próbuj mówić, że jest inaczej, wszyscy wiedzą,że weźmiesz tysiaka) Można kupić ciuchy, kratę browarów, spoko słuchawki, siuwax i przez tydzień stołować się w Kill The Fucking Chicken. Przecież to nie jest wybór tylko oczywistość!
A co jeśli spełni się marzenie kogoś kogo kochamy?
Tu już powstaje pewien dylemat(nie krzycz do monitora,że na pewno ma się spełnić marzenie Kogoś, bo to jest ważniejsze niż koło w kieszeni, niż 10 kół. Nie bądź śmieszny i nie brudź monitora), przecież tysiak to dużo możliwości...
Srać na to, że pójdę do KFC skoro możeMY pójść do KFC. Ile cudownych rzeczy mogę kupić Tej Osobie i ile rzeczy mogę kupić sobie.
Jak dobrze mogę zrobić sobie? Nie dość, że zrobię dobrze drugiej osobie, dzięki czemu sam będę miał dobrze, to jeszcze kupię sobie różności i będzie mi dobrze.
Jednak spełnienie czyjegoś marzenia da mi więcej radości. Ostatecznie pozwolisz Komuś zgarnąć ich sen.
A co jeśli ten tysiąc będzie Ci potrzebny?
Może i nie jest Ci rozpaczliwie potrzebny, nie zależy od niego niczyje życie. Jakby Ci to przedstawić...
Powiedzmy,że masz przesłuchanie do zespołu. Grasz na gitarze i przydałby Ci się jakiś multi efekt. Cholernie zależy Ci a graniu w tym zespole i te tysiąc złych zagwarantowałoby Ci miejsce.
Kuźwa! Z drugiej strony wystarczy, że poćwiczę więcej i wyjdzie na to samo, więc mogę spełnić Czyjeś marzenie.
No taak... A jakbym tak poćwiczył więcej, dostał się do zespołu i zgarnął tysiaka?
A Ty co byś zrobił? Pewnie pozwoliłbyś by Twoja druga połówka spełniła swe marzenie, ale czy na pewno? Czy cieszyło by Cię to tak bardzo?
No właśnie....W końcu każdy jest egoistą.....
Marzenia to dziwna rzecz. Z jednej strony są czymś nie realnym, czymś co nigdy się nie spełni, a z drugiej stają się tym co dodaje nam sił, dzięki czemu chcemy coś robić. Stają się tym co chcemy osiągnąć.
ALE
Co gdy ich spełnienie kosztuje zbyt wiele? Ile możesz poświęcić dla realizacji marzenia?
Wyobraź sobie, że stoisz przed szansą spełnienia swego największego snu. Co zrobisz by stał się rzeczywistością? WSZYSTKO!!!!!(takie coś dudni w Twojej głowie)A jeżeli przez to ucierpi Twoja rodzina, jeżeli Twoi bliscy poczują się źle? Co jeżeli zranisz Kogoś?
Czy marzenie jest tego warte?
Co jeżeli spełnisz marzenie, dzięki któremu, Ty i Ktoś będziecie szczęśliwi, ale zranisz swoją rodzinę? Ile jesteś w stanie poświęcić? Czym do kurwy nędzy są marzenia, że potrafią stawiać pod ścianą? I dlaczego możemy poświęcić dla nich tak dużo?
Nie wiem, ale ja wybrałem marzenia i gotowy jestem poświęcić dla nich wszystko. Jestem niebieskim ptakiem.
A Ty co wybierzesz marzenie czy spokój?
Jak dla mnie to zależy, zależy od tego czy masz kogoś ranić swoimi wyborami. Bo jeśli tak, jeśli ta osoba jest dla Ciebie naprawdę ważna, to ja pierdolę takie marzenie. Rzucam nim o ścianę i idę dalej (oczywiście jeśli tego nie do się jakoś obejść ;p0. Bo jednak człowiek to człowiek, a jeśli dodatkowo jest kimś naprawdę ważnym, jestem dla Niego w stanie poświęcić wiele.
OdpowiedzUsuńBo jeśli kochasz, czy nie zrezygnujesz z marzenia wyjazdu gdzieś na zawsze, mając świadomość, że ta jedna jedyna najważniejsza w Twym życiu osoba, nie będzie mogła Ci towarzyszyć?
Ja osobiście nie mogłabym zrezygnować ze wszystkiego.
moje drugie pół nie byłoby w stanie cieszyć się z marzenia spełnionego moim kosztem - i odwrotnie:) a z Tym Jedynym / Tą Jedyną nie zakopiesz się na bezludnej wyspie! Twoi rodzice (prawdopodobnie) zrobią dla Ciebie wszystko; wypniesz się na nich w imię "miłości"?
OdpowiedzUsuńale z drugiej strony: z tym Kimś przy dobrych wiatrach spędzisz resztę życia.. to chyba jest warte "inwestycji" poświęceń
jak mówił pewien pułkownik: racja jest jak dupa - każdy ma swoją...